1% podatku

Nie wiesz co zrobić z 1% podatku, nie wiesz komu przekazać ? Moja propozycja:

Pomoc dla Bartka

Logowanie

Witamy na stronie Clubu AA

Relacja z II Rajdu Szlakiem Umocnień Wału Pomorskiego

Informację o Rajdzie zdobył Wafel. Wiedział, że ta impreza została reaktywowana po wielu latach i w ubiegłym roku odbyła się po raz pierwszy po przerwie. Dla wielu z nas był to pierwszy rajd po dobrych kilku latach.

Rajd zaczął się w piątek o godz. 14.00 w Człopie pod Domem Kultury. Do Człopy z Piły docierały tylko 2 autobusy dziennie. Koledzy, którzy skorzystali z tego środka transportu byli w Człopie na kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem rajdu. Ale sklep spożywczy oferował Rawicholowi, Koniowi i Hydrantowi interesujący asortyment i miłe otoczenie. Teść przywiózł samochodem mnie, Irka i Wafla.

Okazało się, że wśród uczestników rajdu jest niewiele osób starszych od nas...

Wyruszyliśmy z Człopy. Trasa wiodła przez Golin, Brzeźniak i Martew do Tuczna. Ale nie nasza trasa. Jak się okazało w latach kolejnych - to, że zabłądziliśmy okazało się tradycją. Początek trasy to droga asfaltowa. Irek i Andrzej popsuli sobie stopy. W Golinie zatrzymał nas sklep spożywczy, parasole i ławeczki. Ruszyliśmy dalej. Potem już droga wiodła przez las. Ale zmęczenie i fakt, że dawno nie chodziliśmy, okazały się zgubne. Próbowaliśmy załatwić jakiś transport. Jednak w piątkowe popołudnie w miejscowościach przez które wiodła nasza trasa trudno było znaleźć gotowego do jazdy kierowcę... Udało nam się zorganizować podwiezienie Andrzeja do Tuczna. Jednak po drodze przytrafił się niegroźny wypadek. Niegroźny dla ludzi. Bo pojazd - wiejski sprzęt kaskaderski - uległ poważnemu uszkodzeniu. Żeby pokryć koszty straty Andrzej zaoferował kierowcy flaszeczkę trunku na całe zło. Reszta osób dotarła do Tuczna pieszo. Zimne piwko w barze było tym co nam się należało po długim męczącym dniu. Nocleg mieliśmy na hali sportowej. Wcześniej zorganizowano posiłek w postaci kiełbaski z ogniska. Jak pokażą nasze dalsze doświadczenia, ogniska rajdowe okazały się czymś niepowtarzalnym na rajdach. Tego wieczoru ognisko zapłonęło na asfalcie tuż przed halą. No cóż - kiełbasa z asfaltu co niektórym zaszkodziła... Trochę pośpiewaliśmy, akompaniował nam Wafel.

Sobotni poranek powitał nas deszczem. Irek stwierdził, że jego stopy nie zniosą wędrówki tego dnia. Była możliwość podjechania samochodem na miejsce następnego noclegu z komendantem naszej trasy - Jankiem Szczyglewskim, jego córką Agnieszką i wnukiem Bartkiem. Pozostali uczestnicy wyruszyli z Tuczna do pozostałości po umocnieniach Wału Pomorskiego w Strzalinach, dalej do Rutwicy i na "górkę magnetyczną" między Rutwicą a Strącznem. Następnie autokary podwiozły ich na Bukowinę koło Wałcza. Uczestnicy rajdu zwiedzali Ośrodek Przygotowań Olimpijskich, oglądali panoramę jeziora Raduń z mostu wiszącego nad jeziorem, a następnie udali się na Cmentarz Wojenny i dalej pieszo przez Wałcz na teren pozostałości umocnień zwanych "Czapą Hitlera". Później podążali byłym nasypem kolejowym, obok jezior Chmiel Duży i Chmiel Mały, zwanych "wojskowymi", następnie drogą "czołgową" i ścieżką leśną do pozostałości bunkra za leśniczówką Wałcz. Do stanicy Zdbice ponownie uczestników podwiozły autokary. Ale to były atrakcje przewidziane tylko dla pozostałych uczestników rajdu, nie dla Clubu AA. Warto może w tym miejscu wspomnieć, że w tej imprezie uczestniczyliśmy pod nazwą Trolle. Club AA to pomysł dopiero na następny rok. Pomysł Wafla. Osobiście uważam, że świetny pomysł! Najciekawsze i najbardziej intrygujące okazuje się rozwinięcie skrótu "AA". Pierwsze skojarzenie to Club Anonimowych Alkoholików. Nic bardziej mylnego! Z najpopularniejszych propozycji warte są przytoczenia: Club Absolutnych Abstynentów, Club Archaicznych Absolwentów (moja ulubiona opcja) oraz Club Miłośników Piersi o Rozmiarze AA...

Pierwsze śniadanie zjedliśmy w miejscu noclegu. Najsmaczniejsza była konserwa Mirka. Przy braku otwieracza do konserw udało mu się wydobyć zawartość puszki otwierając ją przy pomocy noża, aby potem stwierdzić, że puszka po drugiej swojej stronie miała przymocowany otwieracz... Drugie śniadanie przyjęło się nam w pobliskim barze, znanym nam już od poprzedniego dnia. No cóż - jak to na rajdzie pieszym - do Wałcza dostaliśmy się PKS-em. Zawitaliśmy do pizzerii, gdzie spożyliśmy obiad. Andrzej usilnie poszukiwał bankomatu. Przy nieczynnym dworcu zakupiliśmy na drogę napoje chłodzące i udaliśmy się - zgodnie z trasą rajdu - na bunkry zwane Czapą Hitlera. Ponieważ Andrzeja przeganiały ślimaki, a na bunkrach spotkaliśmy się z Komendantem trasy, w dalszą drogę ruszyliśmy już bez kolejnego kolegi, a więc w czwórkę. Trasa miała być krótka, już zaraz miały czekać przecież autokary. Wyruszyliśmy. Na rozstaju dróg Wafel i ja optowaliśmy za tym, aby pójść na prawo, a Koniu i Mirek - żeby w lewo. A może na odwrót? Teraz to nieistotne. Dlaczego poszliśmy jednak tą niewłaściwą drogą? Trasa wiodła po lesie, pogoda była sympatyczna - przestało padać. Wielkie ogarnęło nas zdziwienie gdy naszym oczom ukazała się tablica z nazwą miejscowości Czapla. Nie było takiego punktu na mapie rajdu. Już nieco zmęczeni usiedliśmy nad rowem i zjedliśmy całe śniadanie Wafla czyli kanapki, jajka na twardo i pomidory. Był nawet deser - Mirek miał sezamki. Do Zdbic dotarliśmy autostopem. Jechaliśmy bardzo długo... Na szczęście udało nam się dojechać wspólnie czyli cztery osoby z plecakami i kierowca. Tam czekali na nas nasi koledzy. Z przyjemnością zjedliśmy zupę jarzynową. A wieczór upłynął nam na raczeniu się napojem przywiezionym przez Andrzeja. Dla pozostałych uczestników rajdu była tego wieczoru podobno dyskoteka. Wieczorem przyjechali nas odwiedzić Monisia, Justyna i Ser.

Ostatniego dnia musieliśmy dotrzeć ze stanicy do Zdbic, gdzie było zakończenie rajdu. Tam zjedliśmy grochówkę i załatwiliśmy sobie transport do Wałcza, skąd PKS-em dostaliśmy się do Piły. Tego roku nie było konkursu piosenki turystycznej. Zakończenie rajdu przebiegało wśród dźwięków festiwalu Bukowińskie Spotkania.

Bawiliśmy się przednio, obiecaliśmy sobie zainteresowanie dalszymi losami tej imprezy, której niewątpliwą zaletą jest to, że odbywa się ona niedaleko Piły oraz zamierzaliśmy zainteresować innych wspólną zabawą.