1% podatku

Nie wiesz co zrobić z 1% podatku, nie wiesz komu przekazać ? Moja propozycja:

Pomoc dla Bartka

Logowanie

Witamy na stronie Clubu AA

Relacja Asi z Marszu "Przez Uroczyska Brdy"

W dniach 28-31 stycznia 2010 r. odbył się 45. Międzynarodowy Zimowy Spływ Kajakowy na Brdzie im. Jerzego Korka. Spływowi towarzyszył 9. Marsz „Przez Uroczyska Brdy”, na który zapraszał Klub Turystów Pieszych „Piętaszki” O/Miejskiego PTTK w Bydgoszczy. Prawdziwa zima, ze śniegiem i mrozami, jaka już dawno nie gościła w Polsce, spowodowała trochę zamieszania organizacyjnego. Nie sposób było zmienić terminu imprezy, która ma ogromną ilość sympatyków, dlatego trzeba było zmienić plany – skrócono etapy dzienne i zaplanowano kulig. Tym samym zmieniła się trasa Marszu. Popłynęli: Anula, Irek, Shuya, Cypis i Mirek. Ja brałam udział w Marszu. Miejscem noclegu i stacjonarnej części imprezy był internat Zespołu Szkół w Tucholi. Część z nas uczestniczyła od samego początku imprezy, a więc do bazy dotarła w środę wieczorem, aby już w czwartek płynąć. Ja, Irek i Cypis dojechaliśmy dopiero po południu drugiego dnia. Czwartkowy wieczór był okazją do poznania nowych znajomych, powitania poznanych wcześniej osób, spędzenia czasu na rozmowach i przy gitarach. W piątek autokary zawiozły uczestników spływu i marszu do Rytla, skąd startowaliśmy. Kajakarze płynęli, a ja szłam z Piętaszkami. Trasa marszu wiodła trochę szlakiem turystycznym, a trochę pokrywała się z trasą spływu. Bory Tucholskie pięknie prezentowały się w śnieżnej szacie. Wokół panowała cisza, a panosząca się wszędzie biel dodawała majestatu borom. Zaspy śnieżne sięgające kolan, przez które musieliśmy się przedzierać, wzbudzały pokorę i nie dawały się łatwo pokonać. Schodziliśmy ku rzece, aby pomachać mijanym kajakarzom. Niestety, śnieg nie chciał lepić się łatwo w kule, co utrudniało nam, piechurom, zabawę. Przerwę śniadaniową zrobiliśmy na mostku, pod którym przepływali spływowicze. A na mostku było tyle śniegu! … który jakoś tak spadał na kajakarzy... Przed powrotem do Tucholi, posililiśmy się kiełbaskami z grilla. Tego wieczoru bawiliśmy się balu komandorskim. Był poczęstunek, a zabawę taneczną prowadził wodzirej. W sobotę zorganizowano kulig z Nadolnej Karczmy do Woziwody. W kajakach. Dlatego właśnie większość z nas, oprócz Mirka, zdecydowała się na spacer. Uczestnicy kuligu minęli nas w zawrotnym tempie, ich pojazdy często były łączone równolegle. Nie zmieścilibyśmy się wszyscy na leśnej drodze. Ale uciekając w zaspy byliśmy na wygranej pozycji, bo mogliśmy skuteczniej przygotować natarcie. Etap zakończył się przy ognisku i kiełbaskach. Autokary zawiozły nas do internatu. Po południu nastąpiło oficjalne zakończenie Spływu – podsumowanie imprezy, wręczenie nagród. Ale wieczór dopiero się rozpoczął i trwał długo… W niedzielę po śniadaniu rozjechaliśmy się do domów. Nie byłam na początku przekonana, aby spacerować po mrozie i w śniegu po kolana. Pocieszałam się, że w czasie marszu aż tak bardzo nie zmarznę. I że przecież etapy do przejścia są krótkie. Trochę trudno rozpakowywało się zmrożoną kanapkę i trzymało naczynie z gorącym napojem z termosu w grubej rękawicy. Ale zabawa na śniegu obudziła w nas dzieci. Mijaliśmy dostojne jodły, z uginającymi się gałęziami, jakby drzewa w swych łapach chciały utrzymać cały śnieg. W pewnym momencie nieco mocniej powiał wiatr, wzbijając w powietrze biały puch. Na chwilę zrobiło się wokół nas całkiem biało, płatki śniegu wirowały wokół nas, zniknęliśmy w śnieżnej zadymce, poczuliśmy się tacy mali i bezbronni wobec natury. Dla tej chwili warto było tam być. I naszła mnie taka refleksja – może rajd pieszy to nie tylko pomysł na lato?