1% podatku

Nie wiesz co zrobić z 1% podatku, nie wiesz komu przekazać ? Moja propozycja:

Pomoc dla Bartka

Logowanie

Witamy na stronie Clubu AA

Puszcza Zielonka latem - relacja Asi, 3–5 czerwca 2011 r.

Moim pierwotnym planem było zorganizowanie kolejnego rajdu pieszego oraz przy okazji Dnia Dziecka – imprezy dla całych rodzin. A że jeszcze zostało trochę kilometrów nie przebytych przez nas szlaków w Puszczy Zielonka – wybór padł ponownie na te okolice.

Wysłałam pytanie o rezerwację do Ośrodka Naukowo-Dydaktycznego w Zielonce, ale o wolnym terminie do września mogłam tylko pomarzyć. Podjęłam rozmowy w Ośrodku „Wrzos” w Stęszewku. Jednak oferta okazała się zbyt droga. Rozpoczęłam szukanie kolejnego miejsca. Ostatecznie wybór padł na Stanicę we Wronczynie, która oferowała domki, miejsca biwakowe, ognisko, miejsce na grilla, możliwość obiadu. Myślałam o wersji STANDARD – od piątkowego wieczoru: imprezka przy ognisku, rozmowy, śmiechy, śpiewanie. Przejście kilkunastu kilometrów następnego dnia, a wieczorem, po odpoczynku, kolejny wieczór przy ognisku. W niedzielę kilkunastokilometrowy marsz zamierzałam zakończyć wejściem na Wieżę Widokową na Dziewiczej Górze. Polecałam wersję SURVIWAL – to jest pomysł poprzedni wzbogacony o atrakcje w parku linowym w Kobylnicy. I wersję DZIECIĘCĄ – przygotowaną z myślą o tych osobach, które nie chcą uczestniczyć w marszu i dla dzieci. W bliskiej okolicy Stęszewka jest Muzeum Przyrodniczo–Łowieckie w Uzarzewie, Skansen Miniatur w Pobiedziskach, Muzeum Etnograficzne w Dziekanowicach, stadnina koni, jezioro Stęszewskie, las, ścieżki dydaktyczne, Arboretum w Zielonce, szlak kościołów drewnianych. Istnieje też możliwość wypożyczenia quadów oraz przejazdu bryczką.

Okazało się jednak, że nie ma zapotrzebowania na tego typu imprezę.

W piątek 3 czerwca 2011 r. Paulina, Gosia, Andrzej, Irek i ja wyruszyliśmy do Wronczyna. Paweł przywiózł dziewczyny czyli: Monię, Anulę, Dagmarę i Idę. Dziewczyny rozbiły namioty, rozlokowaliśmy się na miejscu, zwiedziliśmy ośrodek, zlokalizowaliśmy najważniejsze obiekty. Dla uczestników miałam chociaż jedną niespodziankę – bar z zimnym, pysznym piwkiem. Już było ciemno, gdy przyjechali Sylwia i Marcin z Lenką i Misią. Pobyli z nami przez wieczór i do południa następnego dnia. Także tylko na piątkowy wieczór przyjechali Mirek i Maciej, którzy przywieźli nam drewno na ognisko. Zgodnie z planem – porozmawialiśmy, pobawiliśmy się, pośpiewaliśmy. Sporo uciechy mieliśmy z dzieci, które bardzo dobrze bawiły się dorzucając drewno do ogniska i piekąc kiełbaski. Sobota powitała nas pięknym słońcem! Ok. 10 wyruszyliśmy na szlak w składzie: Monika, Paulina, Dagmara, Ida, Gosia, Andrzej, Irek i ja. Z powodu kontuzji nogi Anula nie mogła z nami iść. Ledwie weszliśmy do lasu, a dosłownie obsiadły nas komary, nie mogliśmy się od nich odgonić! Zadzwoniłam do Marcina, aby przybył nam z odsieczą i podrzucił jakiś spray przeciw komarom. No, teraz mogliśmy śmiało zanurzyć się w las. Idąc szlakiem wzdłuż jezior mijaliśmy ludzi odpoczywających nad jeziorami, którzy z niemałym zdziwieniem na nas patrzyli, a ich spojrzenia mówiły: że im się chce, w taki upał… Jeden odpoczynek zrobiliśmy sobie na trawce nad jeziorem, a dwa pozostałe pod sklepami. W sobotę przeszliśmy prawie 16 km. Obowiązkowo zabłądziliśmy, czyli tradycja została zachowana. Po południu przygotowaliśmy sobie posiłek na grillu, a wieczorem rozpaliliśmy ognisko. Przy ogniu posiedzieliśmy do 2.00. Irek robił zdjęcia pięknej letniej nocy.

W niedzielę rano nastąpiła chwila zwątpienia wśród uczestników – czy na pewno chce nam się iść? Wskutek niedogadania się dziewczyny zostały na Stanicy, gdyż ok. południa Paweł miał po nie przyjechać. Ostatecznie przyjechał ok. 16.00. W trasę wyruszyliśmy w mocno okrojonym składzie: Paulina, Gosia, Andrzej i ja. Dziś prawie nie zabłądziliśmy. Postój w sklepie w Tucznie zaowocował interesującą i wesołą rozmową z tubylcem o zaletach miejscowego trunku, o pałacu i gorzelni we Wronczynie. Irek dziś nie szedł, aby nas odebrać z końca etapu. Przeszliśmy ok. 13 km.

Po powrocie z trasy zjedliśmy na obiad żurek, spakowaliśmy się i opuściliśmy Stanicę.

W lesie było zatrzęsienie komarów i bardzo, bardzo sucho. Cały weekend był słoneczny i upalny. Woda w jeziorze nadzwyczaj ciepła. Puszcza – zielona, piękna, cicha, spokojna, dzika. Księżyc w pełni rozświetlający noc. Blask ognia w nocy – widok, który zawsze ma w sobie coś magicznego. No i ludzie – żarty, rozmowy, wspomnienia.

Dziękuję obecnym za udział, wszystkim za opinie, wnioski, sugestie. Teraz wiem jakie są Wasze oczekiwania ode mnie jako organizatora. Rozmowy z Wami i Wasze maile wiele mnie uczą. Tym bardziej, że… wstępnie zapraszam na kolejny rajd, który planuję we wrześniu.